Historia ogrodnika, który pokochał motocykle.

Co ma wspólnego ten motocyklista z Ratajami ???

 

Obrazek

Trudne pytanie. Pewnie nawet gdyby jego zapytać nie znałby odpowiedzi.

ObrazekWówczas Rataje były tylko przy Warcie, dziś sięgają prawie do jego grobowca.

ObrazekJerzy Mieloch (ur. 22 kwietnia 1911 w Poznaniu, zm. w 1957) – polski motocyklista, zawodnik Unii Poznań[1], żołnierz AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, jeniec w oflagach Bergen-Belsen, Fallingbostel, Gross Born i Sandbostel. Był synem ogrodnika Andrzeja Mielocha,   /Wikipedia/

Obrazek

Jak wspomina Jerzego Mielocha Tomasz Szczerbicki w „Świecie Motocykli” 03.03.2014 15:16

Gdybym miał wymienić 30 wybitnych, polskich motocyklistów sportowych, miałbym duży problem z wyborem spośród może nawet ponad setki kandydatów. Ale gdyby chodziło o piątkę największych gwiazd i mentorów sportów motocyklowych w Polsce, to byłby w niej na pewno Jerzy Mieloch.

Urodził się 22 kwietnia 1911 roku w Poznaniu. Sportem motocyklowym zainteresował się na przełomie lat 20. i 30. Pierwsze sukcesy odnosił na angielskim motocyklu Rudge. Wchodząc coraz głębiej w sport, zaczął marzyć o profesjonalnej maszynie i niedługo stał się posiadaczem rasowej wyścigówki – DKW 350 z pompą doładowującą. Do wybuchu wojny dosiadał jeszcze kilku innych motocykli.

Po wojnie udało mu się odzyskać swoją DKW 350 i na niej rozpoczął starty. Był to jednak już sprzęt leciwy, więc szybko przesiadł się na nowe motocykle – Norton Manx i AJS 7R.

Jerzy Mieloch startował w barwach poznańskiej Unii, ale przez krótki czas reprezentował też warszawską Legię. Był bez wątpienia jednym z najlepszych polskich motocyklistów sportowych, co udowadniał przez całą swoją karierę. Do licznych sukcesów przedwojennych – w kraju i za granicą – po wojnie dodał m.in.: sześciokrotne zwycięstwo w wyścigu na torze trawiastym o „Złoty Kask” (w latach 1946-1953), zwycięstwo w Grand Prix Polski w 1949 roku oraz liczne tytuły mistrza i wicemistrza Polski w wyścigach motocyklowych w rezultacie zwycięstw w kolejnych eliminacjach.

Jerzy Mieloch był perfekcjonistą, a jego zwycięstwa nie były dziełem przypadku. Dbał o kondycję fizyczną – nie pił, nie palił, uprawiał lekkoatletykę i gry zespołowe. Skrupulatne przygotowanie do zawodów było tajemnicą jego sukcesów. Do normalnych działań przed zawodami należała drobiazgowa analiza trasy – pokonywał ją pieszo, badając każdy szczegół.

Startujący z nim zawodnicy wspominali, że mimo wielu sukcesów Mieloch był zawsze skromny, uczynny i bardzo koleżeński. Dla każdego miał pogodny i życzliwy uśmiech. Chętnie dzielił się swoim bogatym doświadczeniem z młodszymi kolegami. Dla wielu był wzorem szlachetnego i honorowego współzawodnictwa.

Jerzy Mieloch zmarł 4 października 1957 roku. W Poznaniu, gdzie mieszkał, był postacią bardzo znaną i wręcz uwielbianą. Historia lubi się powtarzać i dziś znowu nazwisko Mieloch pojawia się w Wielkopolsce w kontekście motocykli. Sztafeta pokoleń…”

„… Jego syn, założyciel naszej firmy,  (MIELOCH MOTOCYKLE) Jerzy Mieloch sr, pasję motocyklową odziedziczył po ojcu. Na krótko zdradził motocykle dla wyścigów samochodowych, ale od 1989 roku przez ponad dwadzieścia lat brał udział w krajowych i zagranicznych wyścigach crossowych, trawiastych, plażowych i rajdach enduro. W latach 1996 i 1998 wywalczył tytuł Mistrza Polski w rajdach enduro. Do 2009 roku odnosił też sukcesy w wyścigach skuterów zdobywając m.in. tytuł Mistrza Niemiec w klasie 50cc…  ” http://shop.mieloch.pl/shopFooter,Onas.xml

„Miłość do jednośladów udzieliła się kolejnemu pokoleniu – po dziadku i ojcu – Jerzy Mieloch jr od dziecka jeździ na motocyklu. Jako pięciolatek zaczynał od motocrossu. W 2003 roku wystartował w pierwszych wyścigach skuterów. W sezonach 2004-2005 startował także w Pucharze Suzuki GS500 Cup, zdobywając w 2005 roku II miejsce w klasyfikacji generalnej. W 2006 roku zdobył tytuł wicemistrza Europy w wyścigach skuterów.” https://pl-pl.facebook.com/jurek.mieloch

            I tu drobne sprostowanie historyczne. Rok 1957 to nie był dobry czas. Szczególnie dla ludzi ponadprzeciętnych a jeszcze z „życiorysem” i mimo, że Jerzy był rzeczywiście postacią bardzo szanowaną a na jego pogrzeb przyszło pół ówczesnego Poznania to jednak nie zmarł śmiercią naturalną. Powszechnie wiadomo było, że i do domu podróżuje motocyklem i KTOŚ zastawił na niego śmiertelną pułapkę. Jak wygląda pułapka na motocyklistę wie każdy wychowany na historii 4 pancernych i psa. Czy była to lina bandycka czy UBecka może dziś się dowiemy? 

   (26.06.2018 – polecam nowy wpis na końcu tekstu wyjaśniający to zdarzenie)

pogrzeb

Budynki i część zabudowań ogrodnictwa Mielochów mieściły się przy ul. Majakowskiego. Dziś na tym terenie są cztery pasy jezdni ul. abp. Walentego Dymka, a dawna Majakowskiego to ta uliczka z prawej strony.

Obrazek

Pozostało tylko to:

ogrodnictwo

Za czasów świetności całe ogrodnictwo przy ul. Majakowskiego otoczone było eleganckim ceglanym ogrodzeniem…

Obrazek

Cegła musiała być bardzo dobra skoro do dziś tak niewiele jej zostało.

ObrazekSzukając materiałów natknąłem się na informacje: http://wyborcza.pl/1,76842,3195571.html#ixzz2uWMR3C93

Nareszcie! Piękna glorietta na Białej Górze przestanie niszczeć, bo właściciele zabrali się za remont dachu.

Prawie trzy lata temu „Gazeta” alarmowała: przy ul. Majakowskiego (dziś abpa Dymka) niszczeje oryginalna budowla: mauzoleum rodziny Mielochów. Gloriettę (zwaną też monokterem) postawiła przed wojną Wanda Kiszczenko, z domu Mielochówna. W grobowcu spoczął jej brat, Andrzej Mieloch – właściciel ogrodów na Białej Górze, a także jego syn i córka. Andrzej Mieloch był w okresie międzywojennym znanym ogrodnikiem. Pasję ojca kontynuował jego syn Jerzy, który dał początek legendzie o niezwykle rzadkiej, czarnej róży wyhodowanej na Białej Górze (w rzeczywistości hodował na masową skalę różę baccara, która – zamknięta – sprawia wrażenie czarnej).

W latach 70. komunistyczne władze Poznania wywłaszczyły ród Mielochów z Białej Góry, a rodzina musiała zabrać z mauzoleum trzy trumny i ponownie pochować je na cmentarzu Junikowskim. Ogród zaczął zarastać dziką zielenią. W latach 90. wandale zerwali z dachu glorietty mosiężną blachę, a deski na dachu spróchniały i groziły zawaleniem.

Dziś rodzina Mielochów jest znowu właścicielem 6 ha dawnych dóbr rodzinnych. Po niemal trzech latach negocjacji Mielochów z miejskim konserwatorem zabytków, nareszcie wokół glorietty pojawili się pracownicy. Z dachu usunięto resztki blachy. – Trwa remont dachu. Odtwarzamy to, co niegdyś było. Wymieniamy drewnianą konstrukcję dachu, potem położymy nową blachę – wyjaśnia matka Andrzeja Mielocha, obecnego właściciela Białej Góry. Jak długo potrwa remont? – Trudno powiedzieć. To zależy, czy pogoda będzie nam sprzyjać – dodaje.

Glorietta od lat 80. figuruje w rejestrze zabytków. – Te prace są wynikiem wydanego przez nas nakazu remontu – wyjaśnia Maria Strzałko, miejski konserwator zabytków. Glorietta od lat 80. figuruje w rejestrze zabytków.  Jej zdaniem, gdyby Mielochowie nie zabrali się za naprawę, groziłaby im kara grzywny.

Ponieważ rodziny nie stać na dozorowanie pamiątki po dawnej rodowej świetności, od kilku lat mówi się o pomyśle przeniesienia zabytku na Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan. – To dość skomplikowana sprawa. Najlepiej byłoby jednak wyremontować mauzoleum na miejscu i je tam pozostawić. Ale wtedy obiekt musiałby być zabezpieczony – zaznacza Maria Strzałko.

          Czy to nie  głupota i szczyt arogancji?

Łatwo było zabrać, przez prawie 40 lat nie dbać, nie konserwować nie remontować potem wreszcie zgodnie z prawem oddać i przymusić nowego/starego właściciela do nadrobienia zaległości w ochronie zabytku – który zabytkiem był już przez ponad 20 lat panowania urzędniczego. Pewnie jednak trudno było by straszyć mandatem biurokratę z sąsiedniego urzędu.

Zabezpieczyć ? Przecież zanim wywłaszczono Mielochów z tego terenu był on doskonale zabezpieczony. OGRODZONY a nawet jak głosi legenda po terenie spacerował prawdziwy lew. Podobno został zabity dopiero kiedy wkroczyła Armia Czerwona.

Obrazek

Jak łatwo było władzy ludowej zabrać dorobek pokoleń a jak trudno było się o tą zdobycz zatroszczyć.

Obrazek

 Dziś teren ten ma swoich zagorzałych zwolenników. Mimo zakazu  „kręcą się” tutaj nie tylko teledyski…

Obrazek

Obrazek

Nasuwa mi się doskonały pomysł skoro Mielochowie byli właścicielami prawie całej Białej Góry zwróćmy im pozostałą część gospodarstwa.

ObrazekPrzymusimy do wykonania remontu – odbudowy. Będzie kolejna atrakcja turystyczna w pobliżu ZOO.

Obrazek Przecież dziś komin może się zawalić w każdej chwili… a jak zabije przechodzących w okolicy harcerzy?

Obrazek Najlepszy interes zrobi miasto zwracając im teren wraz ze słoniarnią.

Za zaoszczędzone pieniądze na utrzymanie ZOO zatrudnimy kilkunastu nowych urzędników, którzy będą pilnować jak nowy/stary właściciel dba o ten teren. Potem już groźbami grzywny przymusimy go do zakupu brakujących słoni i będzie sława na cały świat a nie wstyd jak dotychczas.

  Poznań wie „know how”

I z ostatniej chwili:

Piękna glorietta nie będzie niszczeć, jeśli uda się sprzedać teren inwestorowi z branży hotelowo-rekreacyjno-turystycznej – mówi Andrzej Mieloch, współwłaściciel terenu przy ulicy Dymka. A to wcale nie takie proste, bo projekt inwestycji musi spełniać odpowiednie wymagania.
Cały tekst:http://poznan.gazeta.pl/pozna/1,36001,14281672,Czy_tajemniczy_inwestor_ocali_gloriette_Mielochow_.html#ixzz2wKikLZPG

Właścicielami terenu i glorietty są Andrzej Mieloch i jego matka. Mimo rozmów, prowadzonych z miejską konserwator zabytków Marią Strzałko, nie zrealizowano planu przeniesienia glorietty na Cmentarz Zasłużonych Wielkopolan na Wzgórzu św. Wojciecha. Ani miasto, ani rodzina nie miały 150-200 tys. zł na „przeprowadzkę” zabytku. Od co najmniej 10 lat Andrzej Mieloch szuka zatem inwestora, który kupiłby zabytkowy obiekt wraz z ziemią. – Teren jest wystawiony na sprzedaż. Od czterech lat prowadzimy rozmowy z inwestorem, firmą z branży hotelowo-rekreacyjno-turystycznej. To kapitał wiązany, nie tylko polski. Inwestor wie, że glorietta ma zostać na swoim miejscu i że ma stać się elementem nowego krajobrazu – powiedział nam wczoraj Andrzej Mieloch. Nie chciał jednak zdradzić nazwy firmy zainteresowanej terenem z gloriettą. Powiedział jedynie, że potencjalny nabywca planuje postawić tu hotel i wykorzystać dwa leżące na tym terenie stawy do „celów rekreacyjnych”  ObrazekDlaczego do dzisiaj nie sfinalizowano transakcji? – Inwestor jest zdecydowany, by teren kupić, ale ciągle zmienia koncepcję. Musi wybrać najlepszą opcję, pasującą do obowiązującego tam miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego – tłumaczy Mieloch.

Trzymajmy kciuki, żeby Glorietta pozostała na SWOIM   miejscu.

Obrazek

 

 

 

 

 

   11. kwietnia wróciłem do cytowanego artykułu szukając odpowiedzi na nurtujące pytanie: dlaczego trudno „zabudować” tak atrakcyjnie położoną działkę?

Dopiero w innym wydaniu Gazety Wyborczej udało się znaleźć odpowiedź.

http://wyborcza.pl/1,76842,3195571.html

Zgodnie z planem, stawiany na tym terenie obiekt może mieć najwyżej 9 metrów wysokości, a powierzchnia zabudowy musi ograniczyć się do nieco ponad hektara, choć Mielochowie mają tam działkę prawie siedem razy większą. – Wiadomo, że w przypadku hotelu najważniejszą rolę odgrywa strona ekonomiczna całego przedsięwzięcia. Dlatego inwestor ciągle poprawia swój projekt – mówi Mieloch.

Kiedy potencjalnemu nabywcy uda się przygotować optymalny projekt? Tego właściciel terenu i glorietty nie potrafił wczoraj powiedzieć….”

Może rozmawia z niewłaściwym inwestorem?


Tutaj warto pokusić się znowu o kilka słów komentarza. Teren o którym mówimy
położony jest na obszarze jednego z czterech klinów zieleni, wytyczonych w dwudziestoleciu międzywojennym przez architekta Władysława Czarneckiego. Malownicza trasa spacerowa i rowerowa biegnie wzdłuż dworskich stawów, rzeki Cybiny i Jeziora Maltańskiego do Komandorii…

1946

            Historia tych tzw. klinów zieleni zaczyna się już na początku XX wieku i podlega nieustannym modyfikacjom. Ich jedyną wspólną cechą jest to, że żadna z wersji nie jest realizowana – ciągle z jednego powodu – braku pieniędzy. Dobrze jest COŚ planować na cudzych gruntach ze świadomością, że i tak długo nic z tego nie wyjdzie. To taka stała mentalność urzędnicza. Co ich obchodzi, że w ten sposób właściciel gruntu przez lata nic nie może z nim zrobić ? Skoro mamy przez kolejne 114 lat czekać na realizację planów, to może lepiej pozwolić inwestorowi wykorzystać teren po swojemu choć przez lat 100.

            Z drugiej jednak strony w najbliższej okolicy nad pierwszym z chronionych stawów był też teren długo czekający na inwestora. Dziwnym zbiegiem okoliczności jakoś tam nie postawiono warunku zabudowy tylko 1/7 powierzchni gruntu…

IMAG4541

Dziś wrze tam ogromna budowa i niewiele pozostało z byłej zieleni ani miejsca na nową.

okolica cd

 

                                                KUBA GER

26.06.2018

Polecam artykuł a szczególnie fragment, który rozwieje wątpliwości i legendy na temat wypadku o którym pisałem (w dobrej wierze), a który jednak miał inny przebieg….

K G

 

 

„W październiku 1953 r. Jerzy Mieloch uległ wypadkowi – jadąc motocyklem z Gniezna został potrącony przez wóz konny i zepchnięty do rowu. Trafił do szpitala, gdzie zdiagnozowano u niego liczne stłuczenia i wstrząs mózgu. Dwa tygodnie później, „przyozdobiony” w bandaże i plastry, wziął udział w wyścigu ulicznym w Katowicach i na motocyklu AJS zdobył mistrzostwo Polski w kategorii 350 cm3. Jesienią 1955 r. Jerzy Mieloch uległ kolejnemu wypadkowi – najechał na poprzecznie zwisający drut elektryczny zerwany przez wiatr, w wyniku czego wpadł do rowu. Zahaczając głową o drut zawisł na nim i gdyby nie pomoc przechodnia, wypadek ten zakończyłby się tragicznie. Zdarzenia te pogorszyły stan zdrowia Jerzego Mielocha, który odczuwał częste bóle i zawroty głowy. W maju 1957 r. przewieziono go do szpitala w Krakowie, gdzie po półrocznym pobycie został poddany operacji. Operacji tej nie przetrzymał i zmarł w nocy z 3 na 4 października 1957 r…..”

 

JERZY MIELOCH – MOTOCYKLOWY MISTRZ Z POZNANIA

2018-06-25 21:36

1

Postać Mielocha godna jest pamięci i naśladowania, ze względu na upór i wytrwałość w podnoszeniu własnych kwalifikacji sportowych. Był on kiedyś niewątpliwie bożyszczem wielu młodych adeptów motocyklowego szaleństwa – był dla nich wzorem dyscypliny i odwagi. Warto, by zawsze o nim pamiętano.*

Rabarbar, motocykle i czarna róża

Jerzy Mieloch urodził się 22.04.1911 r. w Poznaniu. Był synem Andrzeja Mielocha – ogrodnika, który od 1912 r. prowadził gospodarstwo ogrodnicze na Białej Górze w Poznaniu. Na 27 hektarach w pobliżu Jeziora Malta Andrzej Mieloch zbudował nowoczesne gospodarstwo, które prowadził razem ze swoją rodziną. Uprawiał tam m.in. rabarbar, który na Białej Górze miał dobre warunki do wzrostu. Była to jedna z pierwszych plantacji rabarbaru założona na terenie Wielkopolski. Oprócz tego Andrzej Mieloch uprawiał też kwiaty, głównie róże.

Dzieci Andrzeja i Marii Mielochów musiały pomagać w gospodarstwie, a w najmłodszym z całej czwórki Jerzym ojciec upatrywał spadkobiercy ogrodniczego interesu. Jerzy wolał jednak inne zajęcia – zafascynowany podróżami, mając 11 lat wraz z bratem Leszkiem uciekł z domu z zamiarem zwiedzenia Stanów Zjednoczonych. Śmiała eskapada zakończyła się po dwóch dniach w Tczewie, skąd odważnych podróżników odesłano do domu. Dodatkowo w 1927 r. Jerzy Mieloch poznał Michała Nagengasta, który zaraził go miłością do motocykli. Odtąd Jerzy zaczął poważnie interesować się sportem motorowym. W tym samym roku matka w tajemnicy kupiła mu pierwszy motocykl – angielskiego Rudge’a. Był on przechowywany u sąsiadów z obawy przed ojcem, który zdecydowanie sprzeciwiał się zainteresowaniom syna. W wyborze maszyny pomagał Michał Nagengast, który z czasem zostanie mechanikiem i menadżer późniejszego motocyklowego mistrza.

Zamiłowanie do sportu motorowego było tak silne, że w 1931 r. Jerzy porzucił szkołę i rozpoczął treningi w klubie „Unia” Poznań. Ponadto ciągłe konflikty i nieporozumienia z ojcem doprowadziły do tego, że Jerzy opuścił dom rodzinny i jako ochotnik wstąpił do III Pułku Lotniczego na Ławicy w Poznaniu. W 1933 r. Andrzej Mieloch nagle zmarł i prowadzenie gospodarstwa przejęła rodzina: żony Maria oraz dzieci: Wanda i Jerzy. Ten ostatni musiał wrócić z wojska. To głównie dzięki Jerzemu Mielochowi w gospodarstwie rozpoczęto uprawę słynnej czarnej róży. Sposób jej uprawy do dziś pozostaje tajemnicą Mielochów – jedna z teorii głosi, że unikalny kolor kwiatów uzyskiwany był dzięki nawożeniu gleby bydlęcą krwią. Zgodnie z inną kwiaty w rzeczywistości były ciemnoczerwone, a ich przechowywanie w zamknięciu wywoływało wrażenie, że mają czarną barwę.

W latach 30. Jerzy Mieloch kontynuował swoją przygodę ze sportem motocyklowym – intensywnie trenował w klubie Unia Poznań na motocyklu Royal Enfield, przygotowywanym przez Michała Nagengasta. Próbował też swoich sił w żużlu, trenując na boisku „Sokoła” przy Drodze Dębińskiej w Poznaniu, jednak ten sport nie przypadł mu do gustu. W 1935 r. wystartował w pierwszych zawodach na dłuższym dystansie. Wyścig na trasie Bielsko – Poznań zakończył się jednak dla Jerzego Mielocha wypadkiem i wstrząśnieniem mózgu. W tym samym roku wziął on udział w tzw. gymkhanie (turnieju zręcznościowym) na boisku poznańskiego „Sokoła”. Wykonał tam wykonał brawurowy skok motocyklem z trampoliny i uzyskał jeden z najlepszych rezultatów na świecie – skoczył ponad 10 metrów. Zajął w gymkhanie pierwsze miejsce, ponadto był także bezkonkurencyjny w gonitwie za lisem. Kolejne sukcesy przyszły wraz z zakupieniem przez Jerzego Mielocha rasowych motocykli wyścigowych (w 1935 r. Rudge Ulster o poj. 500 cm3, w 1936 r. dwa motocykle Norton 500 cm3, w 1937 r. niemiecki NSU o poj. 500 cm3). W 1935 r. zajął on drugie miejsce w silnie obsadzonym wyścigu górskim w Wiśle, w 1937 r. wygrał wyścig uliczny w Warszawie i zdobył mistrzostwo stolicy, a w 1938 r. zajął drugie miejsce w międzynarodowym wyścigu w Tallinie. Jazda na cięższych wyścigowych motocyklach wymagała dużej siły fizycznej, dlatego Jerzy Mieloch zaczął intensywnie ćwiczyć – uprawiał lekkoatletykę, pływał i uprawiał wioślarstwo. Zimą jeździł na nartach i łyżwach. Rozwijającą się karierę sportową Jerzego Mielocha przerwał wybuch II wojny światowej.

2

II wojna światowa: żołnierz AK, Powstanie Warszawskie, obozy jenieckie

W sierpniu 1939 r. Jerzy Mieloch został zmobilizowany jako pilot myśliwski w III Bazie Lotniczej w Poznaniu. Po kampanii wrześniowej przeszedł do Rumunii, gdzie został internowany i stamtąd wrócił do kraju. Zamieszkał w Warszawie razem ze swoją matką, która po wybuchu wojny została wysiedlona z gospodarstwa na Białej Górze. Przejęli je Niemcy, którzy uprawiali tam warzywa na potrzeby Wehrmachtu. Maria Mieloch prowadziła w Warszawie kwiaciarnię i ogrodnictwo, a Jerzy od 1941 r. pracował w warszawskich warsztatach samochodowych.

W Warszawie Jerzy Mieloch wstąpił do Armii Krajowej i działał w konspiracji. W tym czasie należał do warszawskiej Bazy Lotniczej AK. Skupiała ona m.in. pilotów, mechaników lotniczych i skoczków spadochronowych. Baza zajmowała się przede wszystkim prowadzeniem wywiadu wokół lotnisk niemieckich, szkoleniem lotników oraz prowadzeniem dywersji i sabotażem na terenie lotnisk i fabryk sprzętu lotniczego opanowanych przez Niemców W 1944 roku walczył w Powstaniu Warszawskim – brał czynny udział w walkach w Śródmieściu. Został wzięty do niewoli, a następnie przebywał w obozach jenieckich w Bergen-Belsen, Fallingbostel, Gross Born i Sandbostel. Pod koniec 1945 r. wrócił z rodziną do Poznania i zaczął odbudowywać rodzinne gospodarstwo na Białej Górze. Oprócz tego nadrabiał stracony podczas wojny czas i startował w najważniejszych wyścigach motocyklowych.

Okres powojenny: Złote Kaski i tłumy na Mielochu

W latach 1946 – 1953 Jerzy Mieloch osiągnął największe sukcesy, zyskując rozgłos i sławę. Od 1948 r. reprezentował ponownie swój macierzysty klub, czyli „Unię” Poznań – wcześniej ścigał się w barwach Legii Warszawa. Było to spowodowane większymi możliwościami stołecznego klubu, np. w kwestii udziału w zawodach zagranicznych. Przez krótki czas (1947/1948) był też zawodnikiem Lechii Poznań. We wrześniu 1946 r. Jerzy Mieloch, jadąc na znakomitym motocyklu DKW 350, zwyciężył w 150-kilometrowym wyścigu ulicznym o Grand Prix Śląska. W wyścigu ze startu wspólnego pozostawił w pokonanym polu wielu świetnych zawodników. W tym samym roku triumfował jeszcze w „Grand Prix Bałtyku”, zorganizowanym przez Polski Związek Motorowy w Sopocie. W październiku 1946 r. ścigał się także w „Grand Prix” w Zakopanem, gdzie w klasyfikacji ogólnej zajął drugie miejsce. Na wygraną nie pozwolił częsty defekt motocykla. Na pocieszenie pozostało mu pierwsze miejsce w kategorii maszyn o pojemności do 350 cm3. Film z wyścigu finałowego w Zakopanem zachował się w Repozytorium Cyfrowym Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego w Warszawie. Można go obejrzeć po kliknięciu w następujący link: http://repozytorium.fn.org.pl/?q=pl/fnplayer/embed/6016.

Jerzy Mieloch przeważnie brał udział w wyścigach na torach trawiastych. Ich regulamin przewidywał biegi w poszczególnych klasach (pojemnościach) oraz bieg finałowy z wyrównaniem (tzw. handicapem). Brały w nim udział motocykle o różnych pojemnościach silnika, a te słabsze startowały wcześniej w odpowiednich odstępach czasowych. Jako ostatnie ze startu ruszały maszyny wyścigowe najwyższej klasy 500 cm3. Do finału kwalifikowali się tylko najlepsi motocykliści ze swoich kategorii, co w połączeniu z trudnym i wymagającym torem, dawało efektowne widowisko dla publiczności. Na trawiastym torze na Woli w Poznaniu rozgrywano wyścigi o „Złoty Kask”.

W 1946 r. Jerzy Mieloch wziął udział w pierwszym powojennym wyścigu o „Złoty Kask”, zorganizowanym przez klub „Unia” w Poznaniu. Zdobył to prestiżowe trofeum po raz pierwszy w swej karierze, w finałowym biegu prezentując znakomitą i brawurową jazdę. Po wygranej fani motocyklisty podnieśli go razem z motorem na rękach i obsypali kwiatami. Nagrodą był piękny kask pokryty pozłacaną blachą i wysadzany szlachetnymi kamieniami, ozdobiony dodatkowo liśćmi laurowymi z brązu i srebra. To zwycięstwo zapoczątkowało znakomitą passę Jerzego Mielocha w tego typu wyścigach.

3

W latach 1946 – 1953 zdobywał to trofeum sześciokrotnie, a kibicowały mu zawsze rzesze fanów (od 25 tysięcy w 1946 r. do 80 tysięcy w 1951 r.). Wyścig o „Złoty Kask” w 1952 r. uwieczniła Polska Kronika Filmowa, a film pod tytułem „Na trawiastym torze” dostępny jest w Repozytorium Cyfrowym Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego (repozytorium.fn.org.pl/?q=pl/fnplayer/embed/7816).

Na trawie rywalizowali również motocykliści w zawodach o Puchar Pokoju. Jerzy Mieloch zdobył ten puchar trzykrotnie w latach 1951 – 1953. Duże emocje u widzów wywoływały także wyścigi uliczne, np. o Grand Prix Polski. W latach powojennych rozgrywano je kilkakrotnie w Poznaniu – m.in. w 1953 r., kiedy wygrał Jerzy Mieloch i został mistrzem Polski. Relacja z jednego z tych wyścigów zachowała się w archiwum rodzinnym rodziny Mielochów.

W październiku 1953 r. Jerzy Mieloch uległ wypadkowi – jadąc motocyklem z Gniezna został potrącony przez wóz konny i zepchnięty do rowu. Trafił do szpitala, gdzie zdiagnozowano u niego liczne stłuczenia i wstrząs mózgu. Dwa tygodnie później, „przyozdobiony” w bandaże i plastry, wziął udział w wyścigu ulicznym w Katowicach i na motocyklu AJS zdobył mistrzostwo Polski w kategorii 350 cm3. Jesienią 1955 r. Jerzy Mieloch uległ kolejnemu wypadkowi – najechał na poprzecznie zwisający drut elektryczny zerwany przez wiatr, w wyniku czego wpadł do rowu. Zahaczając głową o drut zawisł na nim i gdyby nie pomoc przechodnia, wypadek ten zakończyłby się tragicznie. Zdarzenia te pogorszyły stan zdrowia Jerzego Mielocha, który odczuwał częste bóle i zawroty głowy. W maju 1957 r. przewieziono go do szpitala w Krakowie, gdzie po półrocznym pobycie został poddany operacji. Operacji tej nie przetrzymał i zmarł w nocy z 3 na 4 października 1957 r.

Pogrzeb znakomitego sportowca odbył się 8 października 1957 r. Jerzego Mielocha żegnały tłumy mieszkańców Poznania i delegacje z całej Polski – razem 15 tysięcy osób. Ciało zostało złożone w rodzinnym grobowcu – mauzoleum rodziny Mielochów, znajdującym się na terenie ich posiadłości na Białej Górze. Po umieszczeniu trumny w podziemiach, pilot aeroklubu poznańskiego zrzucił z samolotu wiązankę kwiatów. Jednocześnie przez minutę słychać było warkot motocykla DKW – ulubionej maszyny Jerzego Mielocha, na której odnosił największe sukcesy.

Mimo śmierci pamięć o Jerzym Mielochu nie zaginęła – w 1959 r. powstała o nim praca magisterska (Jerzy Mieloch – szkic biograficzny), napisana przez Kamilę Kromer-Krzeszowską pod kierunkiem prof. Zdzisława Grota w Zakładzie Historii i Organizacji Kultury Fizycznej UAM w Poznaniu. Ponadto w latach 1974 – 1976 w Poznaniu rozgrywano Memoriał im. Jerzego Mielocha.

Lucjan Moros

Autor składa serdeczne podziękowania Panu Jerzemu Mielochowi – synowi Jerzego Mielocha oraz Bartoszowi Mikołajczakowi i Zbigniewowi Dorociakowi za pomoc w przygotowaniu tekstu.

* Fragment pracy „Jerzy Mieloch sportowcem XXV-lecia”, wykonanej przez uczniów X LO im. Przemysła II w Poznaniu: Mirosława Liberę i Michała Zamiara.

W artykule wykorzystałem pracę magisterską poświęconą Jerzemu Mielochowi (Jerzy Mieloch – szkic biograficzny) napisaną w 1959 r. przez Kamilę Kromer-Krzeszowską pod kierunkiem prof. Zdzisława Grota w Zakładzie Historii i Organizacji Kultury Fizycznej UAM w Poznaniu.
Jacek Portala „Poznań chodził na Mielocha”, „Kronika Miasta Poznania” Nr 1 z 2010 r. („Sport”)
Materiały archiwalne z zasobu Instytutu Pamięci Narodowej o sygn. IPN BU 0423/5725.
https://www.1944.pl/powstancze-biogramy/jerzy-mieloch,31137.html
http://www.repozytorium.fn.org.pl
Wikipedia (wikipedia.org, hasło „Jerzy Mieloch”)
Kopie fotografii wykorzystanych w tekście pochodzą z archiwum rodziny Mielochów.

 

 

 

 

 

Reklamy

Informacje o gerkuba

Więcej moich materiałów i zdjęć: ...już nie na Ratajance, z którą współpracowałem w roku 2014 w celu propagowania historii Chartowa. Okazało się jednak, że celem admina było wyłącznie reklamowanie własnej osoby. On nie czytał tych historii mimo, że były pisane właśnie dla Ratajanki. Kiedy jednak nazwał je "bzdurami" miarka się przebrała. Obiecuję, że w roku 2015 odszukam wszystkie materiały i zdjęcia, które zniknęły z Ratajanki i umieszczę na swojej stronie facebookowej Kuba_Ger@wp.pl Tam również szukajcie linków do nowych historii. KG
Notatka na marginesie | Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Historia ogrodnika, który pokochał motocykle.

  1. Jerzy Mieloch pisze:

    Fajny artykuł! Miło czytać!

    „to jednak nie zmarł śmiercią naturalną. Powszechnie wiadomo było, że i do domu podróżuje motocyklem i KTOŚ zastawił na niego śmiertelną pułapkę. Jak wygląda pułapka na motocyklistę wie każdy wychowany na historii 4 pancernych i psa. Czy była to lina bandycka czy UBecka może dziś się dowiemy?”

    Taki wypadek faktycznie miał miejsce, ale dziadek nie zginął podczas tego wypadku 🙂 Legenda jest.

    Pozdrawiam
    Jerzy Mieloch jr

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s